-Znowu się spóźnię!- mówiła biegnąc przez korytarze… Nagle wpadła na kogoś… Zbierając swoje rzeczy z podłogi podniosła głowę…
-Bardzo przepraszam Pani… Dyrektor?
-Gdzie tak lecisz? –zapytała podnosząc się…
-Do klasy a gdzie?
-Masz wolne…
-Wolne?
-Tak, żebyś się zastanowiła, właśnie wracam od Twojej wychowawczyni…
-Proszę Pani, ja nie wiem czy to dobry pomysł… -Schyliła się po kartkę papieru…
-Dlaczego tak sądzisz? Popatrz na to z tej strony… Wreszcie masz okazję odbić się i żyć jak normalny człowiek…
-Przecież Pani wie, że nie jestem normalna…- powiedziała i zaśmiała się serdecznie…
Rozeszły się… Dziewczyna skierowała swoje kroki ku wyjściu… Chodziła i myślała… Nawet zaczęła w głowie układać scenariusze życia, zdarzeń, które rzekomo na nią czekają, tam… za oceanem… Wyobrażała sobie miłość i zaangażowanie, nową rodzinę i inne życie…
-Pojadę!- krzyknęła z uśmiechem… -Pojadę!- powtórzyła i zauważyła, że stoi w parku pełnym ludzi… Zaczęła się uśmiechać do nich serdecznie, natomiast oni odwdzięczali się jedynie dziwnymi spojrzeniami i nie zrozumieniem jej euforycznego tonu…
Z impetem weszła do gabinetu dyrektorki…
-Pojadę!- powiedziała po raz kolejny… Dyrektorka natomiast prawie z krzesła spadła na jej widok…
-Ty się chyba nigdy nie nauczysz, że trzeba pukać prawda? W takim razie dzwonię do tej kobiety i przekaże Ci informacje…
-Dobrze!- krzyknęła po czym z ta samą siła zamknęła drzwi, co je otworzyła kilkanaście sekund wcześniej…
-Trzeba to w końcu załatwić- powiedziała głośno wzdychając, stojąc przed pięknym białym domem… Do drzwi prowadził mały bulwar… Głęboki oddech i w momencie gdy chciała już nacisnąć dzwonek… Ktoś otworzył drzwi… Tak to był on…
-Nina?
-Yyy… Tak… Chciałam…- kolejny głęboki oddech…- Chciała z Toba porozmawiać…
-Myślałem, że jesteś zdania, że było minęło i nie ma co roztrząsać…
-Tak, ale jest pewien mały niesforny powód, dla którego warto jest rozdrapać to i owo…- Gołym okiem można było zauważyć jej zdenerwowanie…
-Kochanie, kto to?- dało się usłyszeć dziewczęcy głos… Blondynka spojrzała na chłopaka zdziwiona…
-Nie ważne…- powiedziała i odwróciła się chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce…
-Nina, czekaj!- chłopak złapał ją za rękę, obrócił do siebie, łapiąc delikatnie jedną ręką za policzek, a drugą podtrzymywał jej ciało przy sobie, po czym pocałował. Wszystko działo się tak szybko, że dziewczyna nie zdążyła nic zrobić… Kiedy zorientowała się co się dzieje, już odwzajemniała pocałunek… Chłopak delikatnie odsunął się od niej…
-Brakowało mi Ciebie… - powiedział prawie szeptem… -Chodź nad jeziorko…- dodał i poprowadził dziewczynę za rękę w stronę niewielkiego lasku… W ciszy zbliżali się do celu… Usiedli na drewnianym pomoście… Wszystko dokoła tak ładnie wyglądało…
-Patric… Ja…
-Nina, ja Cię wciąż kocham i chcę z Tobą być, nie ma dla mnie znaczenia to, że jesteś z domu dziecka, naprawdę…
-Patric… Błagam Cie nie utrudniaj tego…- powiedziała patrząc na swoje dłonie, czując jak łzy spływają jej po policzkach… Tak, ona tez wciąż cos do niego czuła… Chłopak patrzył na nią… -Patric, ja wyjeżdżam… Do Nowego Yorku…
-Ale…
-Mam tam ciotkę, która dowiedziała się o moim istnieniu i postanowiła mnie odnaleźć… Zaprosiła mnie do siebie… A ja się zgodziłam… Jutro wyjeżdżam… Przyszłam się pożegnać… - wciąż mówiła… Nagle poczuła jak chłopak obejmuje ją…
-W takim razie, to nasze ostatnie spotkanie?
-Nie… Mam nadzieję, że nie… Byłeś… Jesteś ważną osobą w moim życiu i nie chcę żebyś z niego zniknął…- jakby recytowała wciąż wpatrując się we własne dłonie… Chłopak uniósł jej podbródek i namiętnie pocałował złotowłosą… Oboje zatopili się w tym pocałunku i czuli, że tak wiele stracili… Nina odchyliła się do tyłu, kładąc się na drewnianych deskach pomostu, kontynuując cały czas pocałunek… Ręce chłopaka masowały jej biodro, które zdawałoby się delikatnie poruszać… Tak bardzo jej brakowało tego pobudzającego dotyku, tych pocałunków wywołujących dreszcze na całym ciele, spojrzenia mówiącego ”kocham Cię”, ust budzących ją niegdyś uśmiechem, głosu witającego, żegnającego i dającego nadzieję na lepsze jutro…
Chłopak odsunął się minimalnie od niej patrząc w jej błyszczące dawnym blaskiem oczy…
-Nawet nie masz pojęcia jak ja za Toba tęskniłem…
-Patric… Czyj to był głos?
-Jaki głos?
-Ten, który usłyszałam i zaraz potem chciałam sobie pójść…
-Aaaaa… To moja ciotka… Siostra taty… Szurnięta, ale lubię ją… A co? Zazdrosna?- zapytał wciąż szczerze się uśmiechając… Dziewczyna odwzajemniła gest i po chwili ponownie zatopili się w namiętnym pocałunku… Ręce chłopaka w dalszym ciągu błądziły po ciele dziewczyny, a ona jakby nabierała ochoty na złamanie swojego postanowienia o wyjeździe… Patric delikatnie, guzik po guziku rozpinał blondynce bluzeczkę… Nie protestowała… Chciała tego co za chwilę miało się wydarzyć… Popatrzyła w jego oczy… On krok po kroku, pozbawiał ją części garderoby, samemu pozostając tylko w bieliźnie… Całował jej szyję chcąc jak najdłużej cieszyć się bliskością za którą szalał każdego dnia, od pierwszego momentu, od pierwszego spojrzenia… Nigdy dotąd nie znał tego uczucia niedosycenia, które dzień w dzień dawało mu o sobie znać, dopóki dopóty jej nie poznał i później stracił…
Jego ruchy były zmysłowe, namiętne, pełne pożądania, całymi garściami brał to co miała mu w tej chwili do zaoferowania… Pozbawił ją ostatnich części ubioru, po czym sam pozostał nagi… Ich ciała nawzajem rozgrzewały się, a instynktowne ruchy podsycały emocje…
Nie wytrzymał… Chcąc już doznać szczytu rozkoszy, wszedł powoli i delikatnie wciąż obserwując reakcje na twarzy Niny, w końcu oczy to zwierciadło duszy. Chciał by to doświadczenie było również dla niej tak wspaniałym przeżyciem, jakim jest dla niego…
Wylewał całym sobą, poruszając się w niej, całą swoją troskę i miłość jaka darzył dziewczynę, wiedział, że to jest pożegnanie, ostatnie chwile spędzone z nią w ramionach…
Siedzieli wtuleni na huśtawce w ogrodzie matki Patrica… Wszędzie były kwiaty i zielone krzewy otulające swoim pięknem… Nie rozmawiali… Nie było sensu… Doskonale wiedzieli co czują, a żadne słowa by i tak dosłownie tego nie odzwierciedliły…
-W takim razie do zobaczenia Patric…
-Mam nadzieję, że już niedługo…- powiedział przysuwając ją do siebie i całując po raz ostatni… Odsunęła się i weszła na terminal hamburskiego lotniska prowadzona przez asystentkę ciotki…
Podróż była ciekawym doświadczeniem jedynie przez pierwszą godzinę lotu… Potem jak większość pasażerów usnęła…
Przed nowojorskim lotniskiem czekała limuzyna, która bez wątpienia była za długa jak na gust blondynki… wsiadła jednak do pojazdu… Obserwowała z ekscytacją wszystko dokoła… Tych ludzi, drapacze chmur, różne rasy, tak wiele kultur skupionych w jednym miejscu… Auto zatrzymało się w końcu przed jednym z większych budynków na Manhattanie… A przed nim horda ludzi zdających czekać na nią…
-Czy ona naprawdę jest tak zajęta, że sama nie może zejść i mnie poznać?- zadała pytanie…
-Bez obaw, już za kilka minut ją poznasz…- odpowiedziała asystentka, która wcześniej prawie w ogóle z nią nie rozmawiała… Popatrzyła na nią po czym podążyła za ludźmi…
Nastrój:
tagi: