Jak obiecałam tak dotrzymuję słowa ;) Mam nadzięję, że się będzie podobało... Pozdrawiam serdecznie ;)
Te ciemne chmury skupiały się nad jednym z Niemieckich miast już od dawna, zapowiadając deszcz… W końcu spadły pierwsze krople, które cicho uderzały o szarą szybę, z pozoru odnowionego, lecz bardzo starego budynku… Rzadko dało się tam czuć powszechne szczęście, a w oczach istot zamieszkujących to ponure miejsce radość życia, prawie nigdy… Jedyne co było nad wyraz dostrzegalne to żal, ból, pragnienie prawdziwego domu, marzenia, które często pozostają tylko marzeniami już do końca… Z pozoru bardzo krótkiego końca… Miejsce, budynek przepełniały negatywne uczucia… Może właśnie dlatego tak rzadko ktokolwiek zagląda do ‘’innego świata’’… Ze strachu… Przed czym? Przed prawdą? Przed życiem… Szarą rzeczywistością…
Światła ulicznych latarni wdzierały się do pokoju na piętrze, o poszarzałych ścianach i smutnym wyrazie… Oświetliły jednak błyszczące zielone oczy, wpatrujące się gdzieś w daleki świat marzeń… Delikatny uśmiech pojawił się na czerwono krwistych ustach, a na bladej twarzy ledwie zauważalny rumieniec…
-‘’Kiedyś spełni się…
Kiedyś będzie nowe jutro…
Kiedyś wypłynie łza…
Tylko szczęścia…
Tylko wzruszenia…
Tylko…
Spełnienie…
Czy spełnieniem nazwać można…
Te… marzenia?
Te… sny?
Te… wyobrażenia?
Jeżeli tak to przepełni mnie nadzieja o lepszym świecie…’’- wyrecytowała złotowłosa dziewczyna siedząc na łóżku i opierając się o ścianę… W rękach ściskała notes… To nie był pamiętnik… To było cos na co przelewała swój żal, swoje nadzieje… Wszystko to co się działo lecz w ukrytym znaczeniu… Kochała poezję… Kochała tę która jest nieznana… Tę która mogła interpretować według siebie… Przeinaczać tak by w każdym zobaczyć nadzieję, nawet w wierszu gdzie śmierć jest głównym wątkiem…
Niepoprawna optymistka spuściła nogi na podłogę i zapaliła różową lampkę… Lubiła ją… Była taka… Ciepła… Patrzyła przez chwilę na klosz po czym odłożyła notesik na stolik nocy i wzdychając mocno podniosła się ociężale… Otworzyła drzwi od pokoju i wystawiła głowę na korytarz by muc rozejrzeć się wokoło… Nie było nikogo… Dziwne… Jednak nie przejęła się tym zbytnio… Wyszła do toalety… Nienawidziła tego zapachu detergentów… Miała wrażenie, że wszystko czego się dotknie jest aż mokre od dezynfekcji… Weszła powoli do kabiny toaletowej po czym zamknęła się w niej… Nagle do toalety wpadły dwie dziewczyny… Zielonooka od razu rozpoznała je po głosach mimo, że starały się je wyciszyć do granic możliwości… Wyszła z rozmachem z kabiny i spotkała się z piorunującymi spojrzeniami… Wcale jej to nie zdziwiło… Ale lubiła prowokować tego typu konfrontacje z kimś, kto jest na tyle płytki, że daję się wmanewrować w różnego rodzaju sytuacje… To tak jakby ich myślenie ograniczało się do nakładania pudru i tuszu do rzęs… Bawiło ją to strasznie… Po chwili bezsensownego, lecz wymownego wpatrywania, obróciła się na piecie z cwanym uśmiechem, po czym najzwyczajniej w świecie opuściła ’’lokal’’…
Położyła się w nowo zmienionej pościeli… Sama ją sobie kupiła… Za własnoręcznie zarobione pieniądze na wakacjach, harując w restauracji jako kelnerka… Sama też sobie ją pierze… W płynie o ulubionym zapachu lawendy… Jednak ten zapach wolała kojarzyć z innym kolorem jak pobladły fiolet… Raczej wolała czarne cudeńka, różowe akcenty i białą przewagę…
Mocno zaciągnęła się powietrzem, rozkoszując się lawendą, drażniąca jej wąskie nozdrza… Uśmiechnęła się na myśl, o kolejnym śnie… Uwielbiała je… Nie potrafiła rozgraniczyć złego snu od dobrego… Każdy był po prostu inny… No prawie każdy… Kilka lubiło się powtarzać…
Tym razem miała nadzieję na sen, w którym spotka tajemniczego nieznajomego z przystanku przy Gross Strasse… Wszeptała ciche ‘’dobranoc’’ i oddała się w bezkresne krainy ukrytych marzeń…
-Obudź się…- słyszała przez sen… -Obudź się, bo ominie Cię hit roku!- piskliwym głosem wyrwano ją ze snu…
-Jaki znowu hit…? Miałam taki piękny sen… ehhh… No pokazuj mi te swoją sensację…- powiedziała i podniosła się delikatnie, po czym została brutalnie pociągnięta za rękę na korytarz… Zbiegły po schodach i zatrzymały przed drzwiami dyrektorki…
-Jejuś, chcesz mnie zabić?- zapytała po czym drzwi przed dziewczynami uchyliły się a zza nich było widać sylwetkę młodego chłopaka…
-Patrz…- powiedziała mała brunetka… Po chwili z gabinetu wyszedł wysoki chłopak i dorosły mężczyzna, jego ojciec…
-Patric?- zapytała blondynka nie wierząc własnym oczom…
-To Wy się znacie?- zapytała dziewczynka… -Nie ważne… Wychodzę stąd! Zabieraj mnie!- ekscytowała się mała… Spojrzała na wyższą od siebie towarzyszkę i ze smutną miną zapytała… -Nie cieszysz się?
Blondynka na nią spojrzała…
-Jasne, że się cieszę…! Tylko się teraz zastanawiam kto mnie o świcie będzie z łóżka zrzucał…- kucnęła przed nią i uśmiechała się serdecznie…
Chłopak stał i patrzył na blondynkę niedowierzającym wzrokiem…
-To dlatego nigdy mnie nie zaprosiłaś do siebie…- powiedział… -Przecież zrozumiał bym…
-To przeszłość… Było minęło… Nie ma co roztrząsać… Co nie mała?- potargała włosy Sarze… -Dobra, ja idę do góry… Muszę się ogarnąć… Pożegnasz się ze mną mała?- zapytała a Sara skinęła głową…
Odwróciła się i powolnym krokiem kierowała się do swojego pokoju myśląc wciąż o tym co miało przed chwilą miejsce… Jej pierwsza miłość… Stoi piętro niżej, a ona nic nie może zrobić…
Nie lubiła tych niedzielnych poranków… Posprzątała dzień wcześniej, do kościoła nie chodzi, dzień bardzo, ale to bardzo wolny… Jeszcze jej malutka Sara odchodzi… Wiedziała, że to dobrze, ale jakoś przykro jej z tego powodu było… Po jakimś czasie do jej pokoju wparowała mała brunetka ze łzami w oczach…
-Ejjj… Mała co Ci jest?- zapytała pochodząc do niej…
-Bo ja będę tęsknić…- wydukała…
-Nie martw się, jestem pewna, że będzie Ci dobrze w nowym domku…- przytuliła małą po czym odprowadziła ja do samochodu stojącego przed budynkiem zapakowany w niewielka ilość rzeczy Sary… Po płaczliwym, długo trwającym pożegnaniu, mała odjechała z nowym tatą i starszym bratem… Po chwili zza drzwi wyłoniła się kobieta… Wysoka, zgrabna, lecz bardzo zgorzkniała…
-Pani dyrektor czeka na Ciebie w swoim gabinecie…- powiedziała chłodnym głosem po czym odeszła…
Blondynka ruszyła z miejsca i obrała kierunek gabinetu… Zapukała delikatnie i po cichym ‘’proszę’’ weszła…
-Witaj…- usłyszała…
-Dzień dobry…- powiedziała i zauważyła jakąś kobietę z teczką siedzącą na sofie z boku…
-Usiądź proszę… Chciałabym Ci cos powiedzieć… Od razu podkreślam, że decyzja należy tylko i wyłącznie do Ciebie…- powiedziała starsza kobieta… Złotowłosa usiadła na fotelu przed biurkiem spoglądając na młodą kobietę z teczką, która wciąż się w nią wpatrywała… Miała wrażenie, że zaraz ją zje wzrokiem… To było dość irytujące…
-A więc o co chodzi Pani Dyrektor?- ponagliła dyskretnie…
-Moja droga, ta Pani jest asystentką pewnej kobiety… Jest ona właścicielką agencji modelek i kilku szkół tańca w USA… Zaoferowała Ci wyjazd do Nowego Yorku… Mieszkanie tam, szkołę… I zapewne wszystkiego czego zechcesz… Jeżeli byś nie była przekonana możesz jechać na próbę i zobaczyć jak to jest… Zawsze możesz wrócić tutaj… Masz 17 i pół roku… Za niedługo byś stąd wyszła i zaczęła dorosłe życie… Mogłabyś mieć małe problemy… To jest dla Ciebie duża szansa na osiągnięcie sukcesu…
-Przecież wie Pani, że na modelkę się nie nadaję, a taniec to tylko pasja nic więcej… Dlaczego ona się mną zainteresowała.. Kim ona jest, że tak bardzo chce mi ‘’pomóc’’?- pytała dziewczyna a dyrektorka mocno westchnęła…
-Nazywa się Kate Eller i… I jest Twoją ciotką, siostrą Twojej mamy…
-Kim? Ja nie mam ciotki…
-Dowiedziała się o Twoim istnieniu pół roku temu… Kiedy jej ojciec umierał i powiedział co zrobił ze swoją wnuczka gdy się urodziła… Z Tobą… Nie chciał skandalu w rodzinie i kazał córce zaraz po porodzie oddać Cię… Twoja matka jak wiesz zginęła kilka dni po porodzie… - w oczach dziewczyny pokazały się łzy…- Wtedy Pani Eller zdecydowała się odnaleźć Cie i chodź trochę odpracować to co Ci uczyniła jej rodzina… Decyzja należy do Ciebie… Proponuję Ci żebyś poszła do siebie i to przemyślała… Ta Pani będzie tu jeszcze przez 2 dni… Tyle też masz czasu…- nastała cisza… Dziewczyna bez słowa wstała i ze łzami w oczach, ociężałymi ruchami udała się do swojego pokoju… Weszła, po czym rzuciła się na łóżko, cicho szlochając do poduszki…
Nastrój:
tagi: